prowadzone przez Stowarzyszenie Sympatyków Zespołu "Flik"

pod patronatem Sandomierskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, Rady i Burmistrza Miasta Sandomierza

 

Strona główna > Klub miłośników sportów wodnych > FOTO-GALERIA > Spływ Połaniec - Sandomierz

» Spływ Połaniec - Sandomierz


1 lipca rozpoczął się pierwszy spływ Klubu Miłośników Sportów Wodnych Wisłą, na trasie Połaniec - Sandomierz. W spływie wzięło udział 16 osób działających bądź zaprzyjaźnionych z klubem. Poniżej zamieszczamy relację z tej imprezy, niestety nie do końca oddaje ona klimat radości i entuzjazmu jaki towarzyszył nam przez 2 dni.

 

Startujemy. Na początek trzeba zapakować wszystko, co przygotowaliśmy na lawetę. Na pierwszy rzut idzie świeżo podremontowana ŁD-10. Przywieźliśmy ją do klubu ledwie tydzień temu i nie mieliśmy czasu dokładnie nad nią popracować. Ważne, że nie cieknie - chyba, bo nie mieliśmy okazji sprawdzić jej na wodzie :)))

 

Do ŁD-10 pakujemy Cyrankę, gretingi i mnóstwo bardziej i mniej potrzebnych rzeczy. Ważne żeby wykorzystać każdy wolny zakamarek.

 

Na Cyrance ląduje Zeus. ŁD-10 trzeszczy protestując, ale to dzielna łódka, wytrzyma :))

 

Na samej górze musimy zmieścić jeszcze Figielka, w końcu będzie nas 16 osób z bagażami. Jakoś nam się ta sztuczka udaje, ale podejmujemy decyzję - trzeba zrobić przyczepę na łódki. Jeszcze kilka takich wyjazdów i będziemy musieli je od nowa remontować.

 

Teraz silnik. Nie mamy zamiaru go używać, ale kto wie co może się zdarzyć.

 

No to jesteśmy spakowani. Nawet nie wygląda to tak źle, jak się obawialiśmy.

 

Żeby tylko nie wywiało nam drobiazgów podczas jazdy. Niby staraliśmy się wszystko zabezpieczyć, lżejsze rzeczy leżą na spodzie przyciśnięte cięższymi, ale w sumie to jedna duża prowizorka.

 

Bez przygód dojechaliśmy do Połańca. Zjazd na brzeg Wisły, gdzie będziemy wodowali łódki.

 

Rozpakowujemy bagaże. Wygląda na to, że szczęście nam dopisuje i po drodze nie było żadnych strat :))

 

Jest tego spory stosik. Zdaje się, że nie będziemy mieli zbyt wiele wolnego miejsca na łódkach.

 

ŁD-10 stoi na wodzie. Najbardziej baliśmy się wodowania właśnie jej, waży ponad 600 kilo. Jednak okazało się, że wspólny wysiłek nawet niezby silnych, dziecięcych rąk jest w stanie zdziałać cuda. No ... może Zbyniu trochę się do tego dołożył, na szczęście starał się chłop i nic nie jest złamane ani zgniecione :)))

 

Bartek z Michałem noszą gretingi do Zeusa.

 

Odprawa przed wypłynięciem. Ostatnie uwagi, przypomnienie o zasadach bezpieczeństwa i startujemy :)

 

Cyranka i ŁD-10 gotowe do drogi. Na brzegu został jeszcze Figielek ...

 

... który właśnie ląduje w wodzie.

 

No to jesteśmy w drodze. Na ŁD-10 wiosła obsadzone najmłodszą osadą spływu. Dadzą sobie radę ??

 

Pewnie, że tak !

 

Dopływamy do elektrowni Połaniec. Jej ogrom w porównaniu z naszymi łódeczkami robi wrażenie.

 

Pierwszy przystanek. Jedzenie, poprawienie bagaży i płyniemy dalej.

 

Załoga ŁD-10 przesiadła się na Zeusa. Nie tylko nie zmęczyły ich potężne wiosła poprzedniej łódki, ale okazali się najszybszą osadą w naszej ekipie :))

 

Znaleźliśmy fajne miejsce na nocleg. Łódki przycumowane, bagaże wypakowane, będziemy rozbijali obozowisko.

 

Mariusz odpalił centralne ogrzewanie :))) Musimy rozejść się w poszukiwaniu drewna, którego pod ręką jest niewiele.

 

Tak wygląda nasz hotel z boku.

 

Hotel 'Pod Błękitną Plandeką' zaprasza. Oferujemy standard niespotykany w żadnym ze znanych nam hoteli :))

 

Hotelowy bufet w systemie szwedzki stół. Jedyny punkt imprezy, w którym uczestnicy nie stanęli na wysokości zadania i zapasy prowiantu przygotowane na ten dzień nie zostały zniszczone. Wyciągnęliśmy z tego wnioski, następnym razem płyniemy pod prąd, powinni bardziej zgłodnieć :)))

 

Wiktor i Piotrek udowodnili, że dzięki inwencji, gretingowi, kilku tyczkom i plandece można zorganizować przytulny nocleg :))

 

Wisła jakby zbliżyła się do nas ?? Pomiary satelitarne wykazały, że faktycznie, plaża skurczyła się nam.

 

'The house of the rising sun'. Kurczącą się przestrzeń rekompensuje nam niesamowity spektakl w wykonaniu zachodzącego słońca.

 

Mieliście w jakimś hotelu taką fototapetę na ścianie ?

 

Albo taką ... ?

 

No tak. My tu oglądamy widoczki a woda nas podlewa. Na wszelki wypadek postanawiamy przenieść wszystkie namioty nieco wyżej.

 

I to była właściwa decyzja. Jeszcze nie położyliśmy się spać, kiedy po plaży nie został nawet ślad.

 

Hmmm ... namiot po młodszym bracie? :))

 

Przyszła pora spania. Przy ognisku do rana trwały wachty, pilnując by nie zaskoczyła nas woda.

 

A rano ... powtórka wieczornego przedstawienia, tylko z drugiej strony horyzontu.

 

Niektóre ranne ptaszki są już na nogach.

 

Zaczyna się poranna krzątanina. Największym powodzeniem cieszy się gorąca kawa i herbata :)

 

Po śniadaniu powoli pakujemy bagaże na łódki.

 

Namioty już pozwijane.

 

Pamiątkowe zdjęcie.

 

Tyle zostało z wczorajszej plaży. Chłopaki wsiadają do łódek, my jestśmy już na wodzie.

 

Pierwszy przystanek. Rok temu spaliśmy na tej wyspie płynąc z Opatowca do Sandomierza.

 

Szkoda, że nie dotarliśmy tutaj wczoraj wieczorem, mielibyśmy więcej swobody ...

 

... i plażę jak na Hawajach :)))

 

Zbliżamy się do Tarnobrzega. Tu już swojskie okolice.

 

Zrywa się silny wiatr dopychający nas do brazegu. Wiążemy łodzie razem i wspomagając się silnikiem powoli płyniemy do przodu.

 

Słońce, wiosła i świeże powietrze zrobiły swoje :)) W takiej miłej atmosferze dopłynęliśmy do Sandomierza. Niektórzy szczęśliwcy po uzupełnieniu prowiantu popłynęli dalej, do Kazimierza Dolnego. Reszta musiała poddać się prozie życia codziennego. Aż do następnego razu ... :))

« Powrót
 

Ustaw jako strone startową!

 

strona główna  

       

strona oficjalna

Copyright © 2004  www.flik.pl  Wszelkie prawa zastrzeżone